Jak pewnie niektórzy zauważyli, założyłem konto na Twitterze. Tym samym wpisy z tego mikro bloga, będą trafiały od teraz w miejsce dawnych „Ulubionych”. Jest to rozwiązanie wygodniejsze i zarazem dające większe możliwości, niż stara forma dzielenia się ciekawymi linkami. Z racji na charakter twittera, nie będę ograniczał się wyłącznie do linków. Swobodna wymiana myśli, ciekawostki chwili i konwersacje z zaprzyjaźnionym środowiskiem blogosfery. To tylko nieliczne z przykładów treści, jaka będzie pojawiała się pod tą postacią.
W tym roku nie planuję więcej aktualizacji, dlatego myślę że to dobry moment, aby zamieścić ten charakterystyczny grudniowy wpis. Bez zbędnego rozpisywania się, chciałbym podziękować Wszystkim za odwiedziny oraz wszelkie przejawy sympatii, które spotkały mnie z Waszej strony na przestrzeni minionego roku. Mam nadzieję, że zamieszczone materiały okazały się przydatne oraz, że chociaż część z nich idealnie trafiła w treść, której poszukiwaliście.
Pewnie większość z Was po przeczytaniu tytułu wpisu, pomyślała sobie „po co właściwie poprawiać jakość MIDI?!?”. Dla przeciętnego użytkownika jest to w zasadzie jeden z tych formatów, które śmiało można uznać za wymarłe. A jeżeli nie wymarłe, to przynajmniej nie mające większego znaczenia. Każdy dzisiaj słucha plików wykorzystujących nowoczesne rozwiązania typu ogg, flac czy też mp3. Więc czy jest jakiś sens w zawracaniu sobie głowy tym tematem? Odpowiadam: JEST!

