Dlaczego zainstalowałem Ubuntu?

ikona_artykuly_ubuntuNawał pracy jaki mnie w ostatnim czasie spotkał, na szczęście nieco już zelżał. Dzięki temu znalazłem wreszcie czas, aby obiecany artykuł(patrz pierwszy wpis) na temat Ubuntu odpowiednio zredagować i wrzucić na blog. Powstał on dobry miesiąc temu, ale wszystko co w nim zawarłem, nadal nie straciło na ważności. Co więcej, stałem się jeszcze większym fanem Linuksa! Ciekawostka – wszystko napisałem używając notatnika w telefonie :)

Zapraszam do poświęcenia kilku chwil i zapoznania się z poniższym tekstem, celem wydobycia odpowiedzi na pytanie postawione w tytule artykułu.

Geneza

Całkiem niedawno, bo około dwa miesiące temu, nadszedł nareszcie piękny dzień w którym mogłem ostatecznie zadecydować o zaprzestaniu dalszego używania systemu firmy Microsoft. Powodem tej decyzji była instalacja Linuksa a konkretnie dystrybucji Ubuntu w wersji 8.04(Hardy Heron). O tym, że ten sądny dzień dla produktu z Redmond, kiedyś nadejdzie byłem przekonany od mniej więcej 3 lat, gdy po raz pierwszy zobaczyłem Linuksa. Była to wtedy jeszcze dystrybucja Mandrake. Pamiętam, że zrobiła ona początkowo na mnie bardzo dobre wrażenie i niemal od razu pojawiła się myśl o zmianie OSu. Niestety jak się później okazało, zbyt wielu rzeczy w tym systemie brakowało, aby mówić o łagodnej migracji. Gorzej, dalsze użytkowanie stanęło pod wielkim znakiem zapytania, gdy się okazało, że wielu popularnych plików i kodeków z konkurencyjnego systemu M$ nie dało się uruchomić. Problem pojawił się także ze sterownikami do posiadanego sprzętu. Szczególnie trudno było z poprawną instalacją dedykowanych sterowników do karty graficznej ATi. Trochę się namęczyłem, ale się zawziąłem i wreszcie ujrzałem upragniony napis w konsoli: Direct Rendering – YES. Ostatecznie o ile w przypadku części sprzętu, gotów byłbym pójść na ustępstwa o tyle brak wsparcia dla np. formatu .doc, skutecznie mnie od tego systemu odstraszył. (Obecnie w plikach tworzonych na własne potrzeby, zupełnie porzuciłem format .doc na rzecz otwartego formatu tekstowego .odt) Powiedziałem sobie: trudno, trzeba będzie się jeszcze pomęczyć na starym systemie. Linuksa po jakimś czasie usunąłem z dysku lecz dalej podświadomie poszukiwałem jakiejś alternatywy. Dowodem na to niech będzie chęć powrotu do korzeni i ponownej przesiadki na Amigę. Zacząłem się bawić AmigaOS 3.9 na emulatorze WinUAE korzystając z projektów takich jak AmiKit i AmigaSYS. Zabawa była przednia, stare dobre czasy ożyły na nowo ze zdwojoną siłą. Jednak pojawiły się podobne problemy jak w przypadku Mandrake. Co więcej fakt, że ten system jest – żal to mówić – praktycznie martwy od jakiegoś czasu. Spowodował, że jedynym sensownym aspektem jego używania były powody czysto nostalgiczne. Uruchomienie starych hiciorów sprzed lat czy też spokojna degustacja smakowitych demek. Dlaczego ograniczyłem się do OS3.9 a nie wybrałem na przykład cały czas wspieranych i rozwijanych OS4.0 czy MorphOS? Cóż, do MorphOS nie wiedzieć czemu, nie mam przekonania a duża ilość prezentacji w formie artykułów czy klipów wideo, nie narobiła mi wystarczającego apetytu na zakup nowego sprzętu pod MOSa. Z kolei z OS4.0 była przeciwna historia. System prezentuje się doskonale, jednak problemem był sprzęt. W Polsce w żadnym sklepie nie dało rady kupić Amigi ONE, na której to można ten system uruchomić. Jedynie, gdzieś w USA odnalazłem sklepik, gdzie prawdopodobnie z drugiej reki Amiga ONE była dostępna. Koszty całej zabawy spowodowały rezygnacje z tego pomysłu.

Wracając do Linuksa. Niewątpliwie jednym z powodów dla których ponownie postanowiłem przyjrzeć się temu wspaniałemu systemowi była chęć przesiadki na 64 bity. W przypadku rodziny Windows praktycznie jedynym wyjściem byłaby znienawidzona Vista, która z racji, że była projektowana jako system 64 bitowy, na pewno lepiej by się sprawowała niż niszowa XPkowa proteza pod postacią 64. Bez zbędnego rozwodzenia się, napisze tylko, ze Vista, także i mnie zawiodła po całej linii. Prawdopodobnie ten fakt był kroplą która przelała czarę goryczy. Ponownie zacząłem odwiedzać stronki typowo linuksowe, aby zdecydować się którą dystrybucję wybrać. Po przeczytaniu sporej liczby materiałów, mój wybór padł na Ubuntu. Dystrybucję w pełni 64 bitową, opartą na Debianie, rozwijaną przez producenta od kilku lat i wspieraną przez potężną społeczność użytkowników. Jak się później okazało wybór był w stu procentach trafną decyzją!

Z uwagi na charakter obrazu płyty, który przed właściwą instalacją pozwala na uruchomienie systemu w wersji liveCD, tak też zrobiłem, aby stwierdzić bez większych szkód na dysku czy OS nie odrzuci mnie w pierwszym kontakcie. Efekt był taki, że po kilku minutach wiedziałem, że nie będę szczędził miejsca na dysku i czym prędzej przystąpiłem do pełnej instalacji.

Pulipt Ubuntu z GIMPem na pierwszym planie

Sterowniki i sprzęt

Cały proces przebiegł bardzo sprawnie, szybko i bez najmniejszych problemów. Duży plus na starcie dla Ubuntu! Poza tym co ciekawe wszystkie sterowniki do posiadanego sprzętu zostały poprawnie wykryte i automatycznie, zupełnie transparentnie dla użytkownika zainstalowane. Nawet karta graficzna(ATi – X1950PRO) została bezbłędnie rozpoznana i zaraz po załadowaniu systemu zaproponował on użycie dedykowanych sterowników ze wsparciem dla sprzętowego przetwarzania grafiki. Po akceptacji i restarcie, system w pełni wykorzystywał GPU.

Sterowniki własnościowe ATi

Sterowniki własnościowe ATi

Aktualizacje

Elementem Ubuntu, który na dotychczasowym użytkowniku Windows, niewątpliwie zrobi wrażenie jest moduł odpowiedzialny za aktualizacje. Zaraz po instalacji system zasygnalizował, że dostępnych jest ponad 200MB poprawek i za pomocą jednego kliknięcia wszystko pobrał i zainstalował bez dalszego nękania użytkownika. Owszem w Windows jest podobnie. Jednak to co odróżnia oba systemy to fakt, że o ile w Windows aktualizacji są poddawane jedynie elementy systemu operacyjnego(plus ewentualnie IE) o tyle w Ubuntu moduł aktualizujący dba o to aby absolutnie każda aplikacja jaka jest zainstalowana w systemie była up to date! Co to oznacza w praktyce? Przede wszystkim ogromną oszczędność czasu. Koniec z dbaniem o periodyczne, automatyczne bądź manualne aktualizacje pojedynczych programów. Teraz możemy się zdać w całości na systemowy aktualizator i gdy tylko pojawi się jakaś poprawka to cała nasza praca będzie się sprowadzać do 2-3 kliknięć myszą. Naturalnie będziemy dokładnie poinformowani o tym co zostało zaktualizowane i jakie poczyniono poprawki. Jeśli ktoś będzie chciał to może odznaczyć elementy, których nie chce pobierać, lub gdy są one zbyt duże – chciałby zrobić to w innym terminie.

Sygnalizacja aktualizacji w Ubuntu

Sygnalizacja dostępności aktualizacji w Ubuntu

Bezpieczeństwo i Stabilność

Jedną z najmocniejszych stron Linuksa jest jego bezpieczeństwo. Nie ukrywam, także że to właśnie ta cecha była dla mnie kluczową kwestią przy zmianie OSów. Z czego wynika owe bezpieczeństwo? W systemach autorstwa M$, każdy użytkownik zaraz po instalacji obdarowywany jest nieskończonymi prawami administratora, dzięki czemu może z systemem zrobić co mu się żywnie podoba. Jaki jest tego efekt? Łatwy do przewidzenia – jeśli mamy do czynienia z niedoświadczonym użytkownikiem to sukcesem jest, gdy system wytrzyma 1-2 miesiące bez reinstalacji albo kilkudziesięciu wirusów czy też innego scummu. Z kolei w Ubuntu użytkownik pracuje na zwykłych, ograniczonych prawach. Natomiast wszelkie kluczowe bądź potencjalnie niebezpieczne dla systemu operacje są wykonywane przez SU(Super Użytkownika). Przejawia się to w normalnej pracy tym, iż owe operacje aby mogły zostać wykonane, muszą zostać potwierdzone hasłem SU. Dla kogoś kto przeszedł świeżo z Windows, taka polityka może wydawać się na początku uciążliwa lub zbędna. Zapewniam jednak, że idzie się do tego przyzwyczaić bardzo szybko. Za to nagroda będzie zacna! Żaden program nie zrobi nic potencjalnie szkodliwego, bez naszej wiedzy. Takie restrykcyjne podejście do tematu owocuje, praktycznie całkowitym brakiem wirusów dla Linuksa! Dla nowego użytkownika brak potrzeby instalacji programu antywirusowego może być początkowo szokiem, jednak taka właśnie jest prawda.

Przypomniała mi się w tym momencie pewna, zabawna dyskusja na jednym z for dyskusyjnych, która odbyła się jakiś czas temu. Jak powszechnie wiadomo, jedną z największych wylęgarni wirusów, robaków i innych szkodników w systemie Windows, są stronki w treści działające daleko poza granicami prawa bądź z zawartością potocznie określaną mianem dla dorosłych. Wejście na taki serwis używając WinZgrozy, jest praktycznie w 99% równoważne z zarażeniem komputera nowymi szkodnikami. Pół biedy jeśli dysponujemy dobrym programem AV z aktualnymi bazami wirusów. Gorzej, gdy heurystyka naszego programu pozostawia dużo do życzenia a w naszej bazie brakuje danego wirusa. Wtedy pomimo zainstalowanego programu, wirus i tak niepostrzeżenie wejdzie do systemu. Wracając do anegdotki. Na wspomnianym forum, w rozmowie o wirusach, padło w pewnym momencie szczere podsumowanie tematu:

Lubie Linuksa, bo można chodzić po stronach erotycznych bez załapania żadnego wirusa ;-)))

Kolejnym elementem, który wpływa na bezpieczeństwo Ubuntu, jest firewall zintegrowany z systemem. Spełnia on swoją rolę o tyle skutecznie, że już od początku, zupełnie bez żadnej ingerencji użytkownika w jego konfiguracje, oferuje on zabezpieczenie jakiego XPek nie ma nawet z 3 Service Packiem! Test na stronie ShieldsUp! wykazał 100% niewidzialność komputera w sieci(niespotykana sytuacja w Windowsach) oraz zerową liczbę otwartych portów.

Jeśli ktoś zażyczy sobie bardzo restrykcyjnie kontrolować porty, protokoły i komputery z jakimi będzie się mógł komunikować nasz komputer to ma do dyspozycji bardzo dobre i łatwe w użyciu narzędzie – Firestarter lub kilka zamienników, które równie dobrze pozwolą skonfigurować firewall. Jest to ważne, ponieważ właśnie te aspekty stanowią o potencjalnych furtkach do naszego komputera. Można się o tym łatwo przekonać np. na XPku bez wgranych łatek bezpieczeństwa. Wystarczy pozostawiony komputer z aktywnym połączeniem internetowym, aby w kilka minut wirusy same odnalazły nasz system. Jeśli dobrze pamiętam do pierwszego zarażenia wystarczy mniej niż 10 minut.

Kiedyś kolega powiedział do mnie: “Po co Ci takie bezpieczeństwo, co Ty trzymasz na swoim komputerze, jakieś tajne dane?” Odpowiadając powiem, że kwestią nie są żadne tajne dane ;) Ale zwykłe dane jakie każdy użytkownik komputera produkuje na swoje potrzeby: zdjęcia, prace, pisma itp., a których szkoda byłoby mu stracić z powodu jakiegoś szkodnika, którego jedynym celem jest sformatowanie naszego dysku, bądź uniemożliwienie nam odczytania danych. Poza tym stałe podłączenie komputera do sieci jest niezwykle wygodne, korzystne i oszczędzające dużo czasu. Natomiast na dzień dzisiejszy ja nie widzę w Windowsach systemu, który mogłoby tą rolę pełnić, gwarantując wyżej wymienione założenia.

Kwestia – stabilności. Napisze krótko, od czasu instalacji Ubuntu na dwóch komputerach o zupełnie różnych konfiguracjach sprzętowych, ani razu nie odnotowałem niestabilności w działaniu systemu nie mówiąc o jakimkolwiek zawieszeniu się!

Dodawanie/Usuwanie Programów

Dodawanie i usuwanie programów w Ubuntu to czysta poezja, której zaznać windowsowcom nigdy nie będzie dane. Poza wspólną nazwą, występującą w obu systemach, moduły pełniące wspomniane funkcje różni przepaść. W Gatesowym rozwiązaniu dodawać możemy co najwyżej składniki Windowsa, uruchomić instalator zewnętrznej firmy dla konkretnego programu czy tez usunąć daną aplikację. Natomiast w Ubuntu Dodaj/Usuń jest czymś w rodzaju bramy do wielkiej biblioteki programów, zebranej w jednym miejscu, posegregowanej kategoriami, z dokładnym opisem każdej aplikacji – zwanej repozytoriami. Instalacja programów sprowadza się do zaznaczenia interesujących nas pozycji i kliknięcia Zastosuj! Nie trzeba więcej przeczesywać internetu w poszukiwaniu programu który rozwiąże nasz problem. Wystarczy przejrzeć wybrana kategorie czy też wpisać słowo kluczowe a pojawi nam się lista dostępnych aplikacji dla naszego systemu, które spełniają określone kryteria. Z racji, że są to w 99.9% programy darmowe, to poza instalacją nic więcej nie musimy robić aby cieszyć się nimi w naszym systemie. Obecnie jest to lista kilku tysięcy pozycji, także na pewno każdy odnajdzie interesujący go soft. Dodatkowo można określać repozytoria firm trzecich, zwiększając tym samym dostępny zbiór. Takie rozwiązanie poza tym, że jest niesamowicie wygodne ma jeszcze jeden plus. Jest bardzo bezpieczne. Są to pakiety sprawdzone przez wielu użytkowników, często nawet brandowane znaczkiem społeczności Ubuntu, więc możemy mieć pewność odnośnie ich wysokiej jakości. Usuwanie programów sprowadza się do odznaczenia pakietu/programu, którego nie chcemy już mieć w systemie. W Ubuntu dodawać i usuwać możemy także innymi metodami, ale opisze je przy innej okazji.

Dodawanie i Usówanie programów w Ubuntu

Dodawanie i Usuwanie programów w Ubuntu

Open Source, Zamienniki i Możliwości

Jeśli się zastanowić nad kwestią Open Source i używania tego typu aplikacji na co dzień to wyraźnie widać, że tym co przyciąga ludzi do tego softu jest jego niezwykle duża funkcjonalność przy jednoczesnej całkowitej darmowości. Osobiście, gdy jeszcze używałem Windowsa – kluczowymi aplikacjami w moim systemie były programy o otwartych źródłach. Nie widziałem najmniejszego sensu w pchaniu się w soft płatny, podczas gdy jego darmowy odpowiednik z powodzeniem potrafił go zastąpić a w większości przypadków(jak nie we wszystkich) był po prostu o niebo lepszy! Otwartość źródeł, powoduje, że nad danym programem może pracować każdy developer na świecie, poprawiać napotkane błędy, optymalizować kod oraz prezentować nowe funkcje i rozwiązania danego problemu. Dzięki temu tempo oraz dynamika rozwoju takich programów jest nie osiągalna dla aplikacji o zamkniętym kodzie. Wychodząc z założenia: “czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal“, programy zamknięte są również znacznie bardziej zbuggowane a tym samym podatne na wszelkie ataki.

Dobrze, że na systemach M$ można korzystać z wielu programów Open Source. Źle, że niektóre z nich cierpią na głupie i charakterystyczne tylko dla Windowsa problemy. Np. Gimp i jego znana przypadłość, będąca wynikiem błędów w jednej z systemowych bibliotek a powodująca kilku sekundowe pauzy kursora, gdy używamy tabletów Wacom. Nie muszę chyba mówić, że skreśla to ten program w oczach każdego kto do rysowania nie używa myszki. Dla kontrastu te same tablety w Linuksie działają jak marzenie, wręcz mam uczucie że lepiej niż w Photoshopie! To wszystko spowodowało, że dla mnie rozwiązanie w którym system operacyjny jest zamknięty a aplikacje otwarte, nasuwało mi na myśl lizanie cukierka przez papierek. Czy nie lepiej, aby najbardziej kluczowy soft na komputerze, także był spod sztandaru open source? Moja odpowiedz była twierdząca, jak uświadomiłem sobie, ze do domowych zastosowań, Windows powoli zaczyna tracić sens bytu. Przy tak potężnej liczbie otwartego oprogramowania, gdzie można znaleźć co najmniej kilka zamienników typowych programów Windowsowych trwanie uparcie przy tym systemie mija się z celem. Kwestią pozostanie tylko przezwyciężenie wyrobionych nawyków i zapoznanie się z nowymi aplikacjami. List z zamiennikami programów jest w internecie masa np. na tej stronie.

Jeżeli ktoś nadal nie wierzy w idee Open Source i uważa, że nic konkretnego na tego typu programach nie da się zrobić. Proszę niech zerknie na poniższe screeny. Są to pojedyncze klatki z produkcji wykonanych w całości na oprogramowaniu otwartym.

Jak widać, jakości tych grafik nie powstydziłby się sam Pixar! Zapytam: jeśli ktoś potrafił osiągnąć takie efekty zupełnie za friko to dlaczego Ty nie miałbyś przy odpowiednim zaangażowaniu, uzyskać podobnych wyników??? Projekty te dowodzą doskonale, że odpowiednie narzędzia już są i że ich poziom ani trochę nie odbiega od programów wartych grube tysiące złotych. Teraz tylko pozostaje poznać te narzędzia i po prostu zacząć ich używać!

Ktoś powie dlaczego tak przeszkadza mi płatne oprogramowanie? Otóż wcale mi nie przeszkadza! To nie jest moja sprawa – chcesz używać komercyjnego softu – droga wolna! Siedź sobie nadal w tym kokonie i uważaj, że jedynym słusznym rozwiązaniem za pomocą którego można coś stworzyć lub sprawnie wykorzystać komputer jest soft który odchudzi nasz portfel. Przedstawiam tylko mój punkt widzenia, ponieważ kiedyś sam siedziałem w takim kokonie. Natomiast tym tekstem mam nadziej, że otworzę kilku ludziom oczy. Nawet gdy tak się nie stanie, to przynajmniej potencjalnie zainteresowane osoby dostrzegą plusy Linuksa i być może w przyszłości docenią to rozwiązanie.

Społeczność

Czynnikiem, który odróżnia Linuksa od Windowsa i bez którego właściwie nie mógłby on istnieć jest społeczność ludzi jaka go otacza. Bez niej Linux prawdopodobnie byłby tylko niewiele znaczącym pożeraczem miejsca na dysku Torvaldsa i jemu podobnym. Czytając fora, strony internetowe i prywatne blogi, można wyczuć tą niezwykłą aurę, ducha współpracy chęć pomocy czy jakkolwiek to inaczej nazywać – atmosferę jaka panuje a jakiej brak w przeżartym środowisku windowsowej komercji. Zapewne nie wszyscy to odczują. Być może trzeba najpierw posiedzieć trochę w bagienku M$ aby poczuć tą wolność i swobodę jaką daje Linux. Ale musi w tym coś być, bo inaczej jak wyjaśnić fakt, iż ludzie gromadzą się tworzą oprogramowanie, rozwijają otwarte systemy a potem udostępniają je zupełnie za darmo wszystkim zainteresowanym? Wolność – to jest dobre słowo, myślę że nawet kluczowe – w opisie społeczności Linuksowej.

Kultura i Wygoda Pracy

Kultura pracy Windowsa i Linuksa najlepiej daje się zauważyć miedzy innymi podczas startu systemu. To co robi XPek zaraz po zalogowaniu się użytkownika z dyskiem wola o pomstę do nieba! W kilku słowach: hałas, chrobot i zerowa kontrola nad systemem do czasu załadowania reszty OSu. Tak, tak – fakt, iż użytkownik się zalogował do systemu jest w zasadzie połową drogi jaka jest potrzebna do rozpoczęcia z nim pracy. Nie jest to kwestia wolnego dysku czy jego fragmentacji. Po prostu, tak fałszywie zbudowana jest rodzina tworów firmy M$! Dopóki ktoś nie zobaczy jak cichutko i sprawnie pracuje Linux to być może nie zwróci na tą przypadłość nawet uwagi. Sam myślałem, że moja Barracuda pracuje bardzo cicho, zanim nie usłyszałem jej na Linuksie. A właściwie to prawie jej nie słyszę! Jeszcze nigdy Ubuntu nie katowało tak głowic dysku jak to czyni XP codziennie na starcie. Z kolei etap od zalogowania się do możliwości pracy w Linuksie trwa dosłownie kilka sekund!

Następnym minusem na koncie Windowsa jest fragmentacja dysku. W Ubuntu czegoś takiego jak defragmentator najzwyczajniej nie ma, bo nie ma takiej potrzeby. Tak sprawnie ten system potrafi zarządzać przestrzenią dyskową, że takie narzędzia są zbędne. W Windowsie normą jest konieczność najdalej co miesięcznej defragmentacji dysku systemowego, nie mówiąc o partycjach na których często są zmieniane dane. Szczytem natomiast jest to co M$ zrobił w Viście. Nie dość, że nie można z defragmentować tylko wybranej partycji(jedynie całość dysku) to na dodatek defragmentator cały czas pracuje w tle i co chwilę rzęzi po dysku. Serdecznie dziękuję za takie zmiany na plus i współczuję wszystkim viściarzom.

Podobnie jak z fragmentacją plików ma się sprawa z pamięcią wirtualną. Dla Ubuntu do pełni szczęścia wystarczy 512-1024MB, gdzie przy 2GB RAMu problemem jest aby zajętość tej wartości doszła do 1/4. Dla odróżnienia XPek potrzebuje co najmniej tyle samo pamięci wirtualnej co systemowej i na ogół ta pamięć jest zapchana. Podczas jak robię korektę tego artykułu w OpenOffice, w tle gra muzyczka i uruchomiony jest Gimp oraz menadżer plików. Pamięć wirtualna jest zajęta w ilości 0% :)

Typowe obciążenie SWAPa w Ubuntu

Typowe obciążenie SWAPa w Ubuntu

Ubuntu pracuje w środowisku Gnome. To co mnie do niego przekonało w odróżnieniu na przykład od KDE to szybkość, prostota a przy tym duża funkcjonalność. W typowym Gnomowym programie użytkownik ma wrażenie, ze wszystko jest na swoim miejscu. Dokładnie tam gdzie byśmy się tego spodziewali. Wszystkie funkcje są sprowadzone do elementów, których się używa a nie które mają robić za tło bądź niepotrzebnie wprowadzać rozgardiasz pomiędzy użytkownikiem a programem. Wszytko to sprawia, ze nauka nowych programów idzie bardzo sprawnie i już po kilku minutach w każdej aplikacji możemy się poczuć jakbyśmy jej używali od zawsze. Kolejny plus to możliwość rozbudowy praktycznie każdego programu o dodatkowe funkcje za pomocą pluginów. Smaczków typu: automatycznego uruchomienia programu do zapisu zrzutów ekranu, przeglądania YouTube z poziomu systemowego playera video czy ładnie wyglądających a w dużej mierze niezwykle przydatnych i usprawniających codzienna prace efektów Compiz Fusion, jest w Ubuntu ogromna ilość. Nie bez kozery Ubuntu reklamuje się hasłem:

Gry

Jedynym polem na którym Linux przegrywa z Windowsem są gry. Niestety, dopóki duże firmy pokroju EA czy Ubisoft nie zmienią swojego nastawienia do tego rynku to jeszcze przez jakiś czas Linux będzie w tyle. Pozytywnym znakiem jest to, że niektóre firmy z id Software(Doom, Quake) na czele, dostrzegły problem i już od jakiegoś czasu wydają natywne wersje każdej swojej gry także pod Linuksa. Sytuacja nie jest jednak tak tragiczna jak mogłoby się na pierwszy rzut oka wydawać. Dzięki projektom takim jak WINE czy Cedega, użytkownicy Linuksa mają możliwość uruchamiania coraz bardziej rozbudowywanej bazy gier i programów windowsowych. Ostatnio Wine zaczął nawet wspierać Photoshopa i Autocada! Więc przyszłość rysuje się w całkiem ciepłych kolorach :) Inną sprawą jest potężna ilość gier tworzonych i rozwijanych przez społeczność. Masa tych gier stoi na bardzo wysokim, profesjonalnym poziomie a na dodatek w większości są całkowicie darmowe. Rozerwać się jest na czym ;)

Podsumowanie

Kwestia gier pod Linuksa kończy ten artykuł. Części spraw celowo w nim nie poruszyłem, o części pewnie zapomniałem. Jednak najważniejsze punkty, które zadecydowały o zmianie systemu na rodzinę spod znaku pingwina zostały opisane powyżej. Mam nadzieje, że udało mi się naświetlić mój punkt widzenia i przekonać choć część czytelników do ideii Linuksa. Jeśli jednak ktoś czuje się nie do końca na siłach, chciałby spróbować ale boi się, że polegnie na starcie – to głowa do góry! Postaram się wkrótce napisać kolejny artykuł, który pomoże Wam w tym postanowieniu. Trzymajcie rękę na pulsie.

Z racji, że jest to mój pierwszy artykuł na blogu zapraszam również do komentowania, zgłaszania uwag i błędów. Dzięki temu, kolejne teksty będą lepsze! Na zakończenie: Rihanna, Firefox i jeden z efektów Compiz Fusion w akcji:

Compiz Fusion

Compiz Fusion

Linki godne uwagi:

Linus Torvalds, Ubuntu, Ubuntu PL, Gnome, Compiz Fusion, WINE, Cedega, ShieldsUp!, Elephants Dream, Big Buck Bunny

Odpowiedzi: 4 do “Dlaczego zainstalowałem Ubuntu?”

  1. Mixol_997 Says:

    Świetny artykuł. Jestem użytkownikiem Linuxa od 2 dni:) więc dopiero zaczynam swoją przygodę z tym OSem. Przyznam, że długo nie potrafiłem się przełamać i zainstalować Linuxa ale chęć pełnego dostępu do oprogramowania mnie w końcu przekonała. Jak narazie Linux bardzo mi się podoba. Pozdrawiam autora:)

  2. Targenor Says:

    Witam.
    Po raz pierwszyz linuxem zetknąłem się kilka lat temu. Podobnie jak u Ciebie był to Mandrake. Próbowałem też swoich sił z RedHatem ale był to tylko epizod. Z racji braku neta poległem na starcie. Potem długo siedziałem w tym kokonie Gatesa. Kilka dni temu temat linuxa zupełnie przypadkowo powrócił. Decyzja – instaluję Ubuntu. STRZAŁ W DZIESIĄTKĘ.
    Świetnie opisałeś róznicę między windowsem a linuxem, mnie brakowało by słów by to zrobić. Co prawda Ubuntu sporadycznie potrafi mi się przymulić ale w porównaniu z windą… no nie ma porównania!
    Przyznaję, przesiadka z windowsa jest dosyć bolesna. Przyzwyczajenia robią swoje. Zdecydowanie łatwiej nauczą się obsługi linuxa osoby, które nie miały styczności z windowsem. Jednak nikt tak nie doceni linuxa jeśli nie był wieloletnim windziarzem.
    Społeczność Ubuntu – raj. Możliwość uzyskania pomocy z forów poświęconych Ubuntu jest bezcenna. Nie miałem jeszcze problemu, którego rozwiązania nie mógłbym znaleźć.

    Z windowsem pożegnałem się na dobre. Pa pa

  3. cgmax Says:

    Targenor: dzięki za opinię! Cieszę się, że kolejny pasjonat zasilił szeregi użytkowników Linuksa. Systemy spod znaku pingwina są bardzo wdzięcznym oprogramowaniem i z czasem sam zobaczysz, że jeszcze nie raz ich znajomość, mocno w Twoim życiu zaprocentuje :)

    Pozdrawiam!

  4. Mateusz Says:

    Witam,
    Brawo!! Dla Autora i twórców Ubuntu!!
    Co chciałbym dodać od siebie: dlaczego przeszedłem na Ubuntu? Bo miałem OGROMNE problemy z systemami M$. Kiedyś wysypał mi się w następny dzień po instalacji i chociaż znam się raczej dobrze na komputerach – nie było możliwości to naprawić. Syse M$ są bardziej podatne na wirusy niż systemy Linuksowe w proporcji gdzieś 10000:1.

    A co najbardziej przemawia za Ubuntu, co mówię wszystkim? Otóż: systemy M$ są robione przez ludzi, którzy są w pracy, którzy pewnie jej nie znoszą, kto lubi własną pracę? No i jeszcze są pewnie wciąż krytykowani, poganiani itp. No i MUSZĄ pewnie robić w nim błędy, aby potem znów móc zarobić na nowszych systemach i aktualizacjach, naprawach….. A Ubuntu? NAPISALI GO PASJONACI, LUDZIE KTÓRZY – JAK MI SIĘ WYDAJE PRZEKRACZAJĄ UMIEJĘTNOŚCIAMI EKIPĘ M$ WIELOKROTNIE!!!!! Dlatego właśnie Ubuntu już na starcie jest lepszy niż Microshit.
    Ponadto, M$ utajnia kod źródłowy i właściwie nie wiemy co robi z naszymi plikami, jak nas inwigiluje!
    Niech żyje Ubuntu!! Mateusz.


Dodaj komentarz